* Harry *
Obudziłem się z dużym bólem głowy w zupełnie obcym miejscu, nie przypominam sobie, żebym znał je. Pokój był mały, przytulni i dobrze urządzony. Ten kto tu mieszkał miał dobru gust. Ściany były pokryte żółtą tapetą w pionowe paski, po prawej stronie łóżka była duża szafa z lustrem, a po drugiej stronie były okna i wyjście na balkon*. Wstałem z łóżka i przeszedłem się po pokoju, znalazłem przejście do przestronnej i eleganckiej łazienki*. Przejrzałem się w lustrze...wyglądałem ja siedem nieszczęść, podkrążone oczy, włosy odstające we wszystkie możliwe strony świata i jeszcze ten smród alkoholu. Ostatnie co pamiętam z wczorajszego wieczora to moment, w którym poprosiłem kelnera o jeszcze jedną szklankę wódki, potem film mi się urwał... Ogarnąłem włosy i wyszedłem z łazienki kierując się w stronę drzwi, otworzyłem je i wyszedłem na korytarz*. Poczułem zapach jajecznicy i zacząłem iść w tym kierunku. Zszedłem po eleganckich białych schodach wprost do przestronnej kuchni*. Oniemiałem. Przy kuchence stał Louis!!!
- Witam śpiąca królewno, jak się spało?- zapytał się Lou z wielkim bananem na twarzy.
- Dobrze, a gdzie ja jestem?- zapytałem się chłopaka
- Jesteś u mnie, wczoraj się tak uchlałeś, że ustać na nogach nie mogłeś i musiałem cię gdzieś przetransportować, a że nie wiedziałem gdzie mieszkasz i nie mogłem znaleźć chłopaków, przyprowadziłem cię tu- odparł Louis- a teraz siadaj i jedz śniadanie- uśmiechnął się do mnie. Potulnie podszedłem i zająłem miejsce przy stole, a Loui podał mi talerz. Po skończonym posiłku oznajmiłem Louis'owi, że będę się zbierał i odnosząc talerz wyszedłem z domu kolegi. Szedłem drogą, zastanawiając się jak iść, żeby dojść do domu. Po paru minutach znalazłem się przy jakimś drogowskazie i już wiedziałem którędy się udać. Wsadziłem rękę do kieszeni i wyjąłem z niej słuchawki, następnie drugą ręką próbowałem wymacać telefon, ale go nie zlokalizowałem. Wystraszyłem się, bo po przeszukaniu wszystkich kieszeni nadal go nie znalazłem, pomyślałem, że albo zgubiłem go w klubie, albo zastawiłem u Louisa, robiąc obrót o 180* ruszyłem pośpiesznym krokiem do domu kumpla.
* Louis *
Gdy Harry wyszedł, a ja posprzątałem talerze po śniadaniu, postanowiłem, że pójdę się wykąpać. Wszedłem do pokoju, wyjąłem z szafy bieliznę, czarne rurki i bluzkę w czarno-brązowe paski*, a następnie skierowałem się do łazienki. Odkręciłem kran, a po moim ciele spłynęła gorąca woda, rozkoszowałem się tym, gdy usłyszałem głośne walenie do drzwi. Pośpiesznie zakręciłem kran, wyskakując spod prysznica i zakładając na tyłek czarne bokserki oraz przewieszając przez szyję ręcznik zbiegłem na dół. Nie patrząc przez wizjer otworzyłem drzwi na całą szerokość, moim oczom ukazał się Loczek, z zakłopotaniem na tworzy dotknął dłonią tyłu swojej głowy.
- Yyy...przyszedłem...yyy...telefon mi się zgubił..i pomyślałem, że może być u ciebie...więc przyszedłem- wydukał Harry, z wielkimi rumieńcami na policzkach, które pojawiły się podczas jego przemowy...wyglądał uroczo...
- Spoko, wejdź- odparłem odsuwając się na bok- To ty poszukaj, a ja pójdę się ubrać. Wszedłem po schodach na górę, kierują się do swojego pokoju, zdejmując bieliznę wszedłem pod prysznic, aby dokończyć przerwaną mi czynność. Po skończonej kąpieli, ubrałem się w to co sobie naszykowałem, następnie wysuszyłem włosy i postawiłem je lekko na żel, robiąc mały misz masz. Schodząc na dół, nie usłyszałem żadnych odgłosów, więc pomyślałem, że Loczek pewnie już sobie poszedł, ale wchodząc do salonu* zauważyłem go siedzącego na kanapie i robiącego coś na swojej komórce.
- Widzę, że znalazłeś swoją zgubę- zagadnąłem siadając koło niego.
- Tak, była na podłodze przy krześle, na którym siedziałem podczas śniadania- odparł, podnosząc się z sofy. Harry zatoczył się i miałem wrażenie, że zaraz upadnie, ale szybko usiadł z powrotem w miejsce, na którym siedział przed chwilą i podparł ręką głowę.
- Nic ci nie jest?- zapytałem z troską doskakując do niego. Chłopak pokiwał przecząco głową i odstawił rękę od głowy.
- Ja już pójdę- powiedział, ostrożnie się podnosząc.
- Na pewno nic ci się nie stało?- próbowałem się dopytać
- Nie, wszystko okej- odparł uśmiechając się- To do zobaczenia w szkole- odwrócił się będąc w przedpokoju.
- Do zobaczenia- zawtórowałem i poszedłem ogarnąć mój pokój. Zastanawiałem się co się dzieje z Harrym, może jest chory, nie poszedł do lekarza i dlatego ma zawroty głowy, a może niepotrzebnie się martwię i nic mu nie jest. Rozmyślałem nad tym przez cały czas sprzątając, gdy miałem już wszystko ogarnięte, natrafiłem na albumy ze zdjęciami z mojego dzieciństwa i dzieciństwa moich sióstr. Zebrałem je wszystkie i uważając, by nie spaść ze schodów skierowałem się do salonu.Położyłem je na stoliku i poszedłem zrobić sobie herbatę. Wróciłem z kubkiem gorącej cieczy, usiadłem na fotelu podkulając nogi, przeglądając albumy i popijając ciepłą herbatę wspominałem dawne wspaniałe czasy, kiedy to jeszcze rodzice nie byli rozwiedzeni i tworzyliśmy wspaniałą, szczęśliwą i kochającą się rodzinkę.
- Musze je odwiedzić- powiedziałem z uśmiechem natrafiając na zdjęcie mamy z dziewczynkami.
-*-
Hejo wszystkim, wiem, że mnie długo nie było, ale to po części wasza wina ;), bo nie napisaliście żadnego komentarza :( no ale wam wybaczyłam i dodałam ten 3 rozdział, wiem, że tej notki "ode mnie" nikt nie czyta i bez sensu, że to pisze, ale mniejsza o to. To teraz przejdźmy do formalności...1 KOMENTARZ= 4 ROZDZIAŁ i pisze całkiem poważnie...proszę to dla mnie baaardzo ważne...może być to nawet krytyka, ale chcę wiedzieć czy ktoś to czyta, a tak poza tym to wieeelkie dzięki za ponad 100 wejść, kocham was i zapraszam do zakładek Galeria 1D i Larry Stylinson:*






Fajny rozdział ^^
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny :)